Och, jakże miło jest zasiąść w wygodnym fotelu kinowym i dać się porwać historii, która od lat tkwi w zbiorowej świadomości kinomanów! Sięgając po „Uciekiniera”, najnowszą interpretację kultowego thrillera science fiction, miałam w sobie mieszankę ekscytacji i zdrowej dozy sceptycyzmu. W końcu, remaki to miecz obosieczny. Z jednej strony obiecują świeże spojrzenie na ukochaną opowieść, z drugiej – często rozmijają się z duchem oryginału, pozostawiając nas z poczuciem niedosytu.
Tym razem jednak, drogie czytelniczki, moje obawy szybko ustąpiły miejsca fascynacji. Edgar Wright, znany z unikalnego stylu i mistrzostwa w łączeniu gatunków, podjął się zadania niełatwego. A Glen Powell w roli głównej? To już samo w sobie było intrygujące, biorąc pod uwagę legendarną kreację Arnolda Schwarzeneggera. Postanowiłam podejść do tego widowiska z otwartym umysłem, gotowa na wszystko – i muszę przyznać, że to, co zobaczyłam, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania.
„Uciekinier”: Dystopijna przyszłość, śmiertelne igrzyska
Fabuła nowego „Uciekiniera” to wciągająca podróż do dystopijnej Ameryki roku 2025. Społeczeństwo jest skrajnie podzielone, a brutalne teleturnieje stanowią główną formę rozrywki dla stłamszonych mas.
W centrum wydarzeń znajduje się Ben Richards (rewelacyjny Glen Powell), ciężko pracujący robotnik. Jego życie to ciągła walka o przetrwanie w świecie, gdzie uczciwość często oznacza wykluczenie.
Gdy jego córka poważnie choruje, a Richards zostaje bez środków do życia, desperacja pcha go w ramiona najpopularniejszego i najbardziej śmiertelnego reality show – programu „Uciekinier”. Stawką są pieniądze na leczenie ukochanego dziecka, a ceną – jego własne życie.
Uczestnicy muszą uciekać przed zawodowymi łowcami, a każdy ich ruch transmitowany jest na żywo milionom widzów. Im dłużej przeżyją, tym większa nagroda. Richards, zdeterminowany i pełen gniewu na system, szybko odkrywa mroczne sekrety stojące za tym krwawym spektaklem.
Analiza i moje wrażenia – symfonia zmysłów i adrenaliny
Zacznijmy od tego, co rzuciło mi się w oczy od pierwszych minut: styl. Edgar Wright udowadnia, że jest mistrzem w łączeniu powagi z pastiszem, a dynamiczną akcję okrasza refleksjami na temat kondycji społeczeństwa. Tym razem, choć nadal czuć jego charakterystyczny sznyt, „Uciekinier” jest bardziej surowy i brutalny niż jego poprzednie, często komediowe produkcje.
Reżyser zrezygnował z perfekcyjnie zsynchronizowanych sekwencji muzycznych, znanych choćby z „Baby Drivera”, na rzecz bardziej fizycznego i bezlitosnego tempa. To zabieg, który działa na korzyść filmu, podkreślając jego dystopijny i bezlitosny charakter.
Glen Powell to prawdziwe objawienie w roli Bena Richardsa. Od pierwszych scen widać, że to nie jest Schwarzenegger, ale to wcale nie jest wada. Powell wnosi do tej postaci niesamowitą mieszankę determinacji, gniewu i zaskakującej wrażliwości. Jego Richards jest bardziej uwikłany w społeczne problemy, bardziej ludzki w swojej walce.
Chemia między nim a Jayme Lawson, grającą jego żonę Sheilę, jest namacalna i stanowi emocjonalny rdzeń opowieści. Z kolei Josh Brolin jako cyniczny producent programu, Dan Killian, to aktorski majstersztyk. Jest przerażający w swojej beztrosce, idealnie oddając drapieżność korporacyjnej rozrywki.
To, co zagrało absolutnie fenomenalnie, to aktualność przekazu. Film z 1987 roku ostrzegał przed upadkiem społeczeństwa w kierunku ekstremalnych teleturniejów. Nowa wersja idzie o krok dalej.
Ona bezlitośnie punktuje nasze współczesne uzależnienie od mediów, od „tweet-now, confirm-later” dziennikarstwa, od wszechobecnego reality show, w którym każdy jest jednocześnie towarem i klientem. To przerażająco trafna diagnoza czasów, w których żyjemy.
Świat „Uciekiniera” jest wizualnie oszałamiający, a jednocześnie brudny i przygnębiający. Scenografia futurystycznych miast i aren polowań to majstersztyk. Widać ogrom pracy włożonej w budowanie tego dystopijnego uniwersum. Choreografia pościgów i walk jest dynamiczna, brutalna i trzyma w napięciu od początku do końca.
Co mnie urzekło w tej nowej wersji, to jej wierność książkowemu oryginałowi Stephena Kinga. Film z Arnoldem był luźniejszą adaptacją, a Wright zabiera nas głębiej w mrok wizji Kinga. To sprawia, że historia nabiera dodatkowej warstwy psychologicznej i społecznej.
Chociaż „Uciekinier” ma momenty typowego dla Wrighta humoru i popkulturowych mrugnięć, to generalnie jest bardziej dojrzały i mniej komediowy niż jego wcześniejsze dzieła. Ta dojrzałość nie oznacza jednak braku akcji – wręcz przeciwnie. Wybuchowy chaos na ekranie jest prowadzony sprawnie i naprawdę cieszy oko.
Nie wszystko jednak zagrało idealnie. Kilka wątków pobocznych, choć interesujących, mogło być rozwiniętych nieco głębiej. Tempo, choć przeważnie rewelacyjne, w kilku momentach lekko zwalniało, co wybijało z rytmu. To jednak drobne niedociągnięcia w obliczu całości.
Najmocniejsze strony filmu to zdecydowanie:
- Genialna reżyseria Edgara Wrighta: Mistrzowskie połączenie akcji, napięcia i komentarza społecznego.
- Wybitna rola Glena Powella: Nowe, świeże i bardzo ludzkie podejście do ikonicznej postaci.
- Aktualność przekazu: Dystopijna wizja, która przerażająco rezonuje z dzisiejszym światem.
- Wierność książce Kinga: Głębsze zanurzenie w oryginalną historię.
- Dynamiczne sceny akcji: Choreografia pościgów i walk na najwyższym poziomie.
Film wywołuje silne emocje – od złości na niesprawiedliwy system, przez współczucie dla bohatera, po czystą adrenalinę podczas scen pościgów. „Uciekinier” to nie tylko widowisko akcji, to także inteligentna refleksja nad tym, dokąd zmierza nasze społeczeństwo.
Quiz: Uciekinier (2025)
Sprawdź swoją wiedzę w naszym quizie!
Dla kogo jest ta pozycja?
Ten film to prawdziwa gratka dla szerokiego grona odbiorców. Jeśli cenisz sobie kino akcji z głębszym przesłaniem, „Uciekinier” jest dla ciebie. Jeśli lubisz science fiction, które zmusza do myślenia o przyszłości, również powinnaś to zobaczyć.
Fani Stephena Kinga z pewnością docenią wierniejsze oddanie ducha książki. A jeśli po prostu szukasz solidnego, angażującego thrillera, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty, to trafiłaś idealnie.
Zalety, dla których warto zobaczyć „Uciekiniera”:
- Nowoczesne podejście do klasyki: Odświeżona wizja, która wciąż pozostaje aktualna.
- Wciągająca akcja: Dynamiczne pościgi i intensywne sceny walk.
- Ważne przesłanie społeczne: Krytyka mediów i konsumpcjonizmu.
- Fantastyczna obsada: Glen Powell i Josh Brolin w szczytowej formie.
- Edgar Wright za kamerą: Gwarancja reżyserskiego kunsztu i oryginalności.
- Wierność oryginałowi Kinga: Głębsza eksploracja wątków psychologicznych.
Potencjalne wady, o których warto wiedzieć:
- Brutalność: Film jest momentami surowy i brutalny, co może nie każdemu odpowiadać.
- Pewne odległości od oryginału z 1987: Jeśli oczekujesz kopii filmu ze Schwarzeneggerem, możesz być zaskoczona.
Podobało Ci się Uciekinier (2025)?
Sprawdź te rekomendacje, które mogą Cię zainteresować
Podsumowanie i ocena – mocny głos w dystopijnej opowieści
„Uciekinier” Edgara Wrighta to nie tylko solidny remake, to przede wszystkim inteligentne i porywające kino akcji, które zmusza do refleksji. To nie jest pusta rozrywka; to film, który ma coś do powiedzenia o świecie, w którym żyjemy, o mediach, konsumpcjonizmie i walce jednostki z systemem.
Glen Powell udowadnia, że jest gotowy na wielkie, wymagające role, a Edgar Wright po raz kolejny pokazuje swój reżyserski geniusz.
Jeśli szukasz filmu, który zarówno dostarczy ci adrenaliny, jak i skłoni do myślenia, nie możesz przegapić tego tytułu. To idealne połączenie rozrywki i ważnego przesłania. Zdecydowanie warto iść do kina.
Moja ocena to 9/10.
„Uciekinier” (2025) – najczęściej zadawane pytania
Kto wyreżyserował nową wersję „Uciekiniera”?
Film „Uciekinier” (2025) został wyreżyserowany przez cenionego Edgara Wrighta, znanego z takich produkcji jak „Baby Driver” czy „Scott Pilgrim kontra świat”.
Kto wcielił się w główną rolę Bena Richardsa?
W nowej wersji „Uciekiniera” w główną rolę Bena Richardsa wcielił się Glen Powell, aktor znany z ról w „Top Gun: Maverick”, „Tylko nie ty” i „Hit Man”.
Na czym bazuje fabuła filmu „Uciekinier” (2025)?
Fabuła filmu „Uciekinier” (2025) jest adaptacją kultowej powieści Stephena Kinga (wydanej pod pseudonimem Richard Bachman) pod tym samym tytułem. Jest ona znacznie wierniejsza książkowemu oryginałowi niż film z 1987 roku.
Kiedy miała premierę nowa wersja „Uciekiniera”?
Film „Uciekinier” (2025) miał swoją premierę w kinach w listopadzie 2025 roku, z różnymi datami w zależności od regionu, np. 7, 14 lub 21 listopada.
Czym różni się nowa wersja „Uciekiniera” od filmu z 1987 roku?
Nowa wersja „Uciekiniera” z 2025 roku, w reżyserii Edgara Wrighta, jest bliższa powieści Stephena Kinga, przedstawiając Bena Richardsa jako zdesperowanego robotnika walczącego o leczenie chorej córki, a nie fałszywie oskarżonego policjanta. Film ma też bardziej surowy, brutalny ton i aktualizuje przesłanie o mediach do współczesnych realiów.
